Finis fabulae II

Pazerny niemiecki Onet zamyka w końcu stycznia serwis blog.pl.W związku z tym nie będę już dokonywać spisów. Trochę mi smutno, ponieważ był to jakiś fragment mojego nie do końca udanego życia. ponadto nie będzie już blogów, do których lubiłam zaglądać, także takich, których Autorzy już odeszli. Nie potrafię przenieść bloga na inną platformę. Mój elektroniczny pomnik nagrobny przetrwa jeszcze tylko kilka tygodni. Nie oczekiwałam, że będzie wieczny, nie spodziewałam się jednak, że koniec jest tak bliski.

Zmarła, która jest we mnie

ŻYWY DALEJ TRWAJĄCY (naturalnie, najzwyklej w świecie, od niechcenia)

Jean Tardieu

Ten zmarły który jest we mnie
jest niecierpliwy

Rozpycha się w ciasnej skrzynce
wali w pokrywę

Chciałby się jeszcze pokazać
ostatni raz

Jeśli chodzi o
żywego to dziękuję nieźle

póki co

Przełożyła Aleksandra Olędzka-Frybysowa

Posłanie do martwego snu

Obłoki

Czesław Miłosz

Obłoki, straszne moje obłoki,
jak bije serce, jaki żal i smutek ziemi,
chmury, obłoki białe i milczące,
patrzę na was o świcie oczami łez pełnemi
i wiem, że we mnie pycha, pożądanie
i okrucieństwo, i ziarno pogardy
dla snu martwego splatają posłanie,
a kłamstwa mego najpiękniejsze farby
zakryły prawdę. Wtedy spuszczam oczy
i czuję wicher, co przeze mnie wieje,
palący, suchy. O, jakże wy straszne
jesteście, stróże świata, obłoki! Niech zasnę,
niech litościwa ogarnie mnie noc.

Z tomu Trzy zimy, 1935

Całe przeklęte życie

Gdy będę umierał

Sándor Kányádi

gdy będę umierał
nawet mój ostatni
oddech ostatnie tchnienie
ktoś najpierw zatrzyma
i nagra na taśmę
a później cofnie
parę razy i złagodzi
i wyciszy
albo skasuje
zostawmy raczej ten
łagodny uśmiech
jasne że bez goryczki
bo to go wyróżniało
ten tak łagodny uśmiech
powiada ktoś jednym tchem
a to jego zaciśniętą
rękę czułem na szyi
przez całe lata
całe przeklęte życie.

Przełożył Szczepan Woronowicz

Szkielety wiewiórek w suchej trawie

Nieobecny pejzaż

Dagmar Leupold

Zrąbane drzewa, sucha trawa,
w której szkielety wiewiórek
leżą jak pomięte znaki przestankowe,
requiem dla każdego czy dla nikogo -
jest tu ktoś, kto znałby różnicę?
Na pół zetlałe manuskrypty pełne zgniłych
myśli to liście w tym lesie.

Czytanie zawsze było obdukcją, czyż nie?
Pyta krytyczne dziecko, którego
płuca jak anioły walczą z zarazą,
co naszym krtaniom odebrała mowę.

Przełożył Andrzej Kopacki
**

Krótki komentarz Kornelii: Dagmar Leupold, urodzona w 1955 roku niemiecka poetka i literatka, prowadzi teatr uniwersytetu w Tybindze. Przepisałam z: Literatura na świecie, 1-2/2017. Wiersz jednoznacznie depresjogenny. Zrąbane drzewa, sucha trawa i szkielety wiewiórek to jednoznaczne symbole przemijania, które, zniszczy wszystko. Pół zetlałe manuskrypty pełne zgniłych myśli to daremne ludzkie wysiłki i klęski naszych mozołów. Las może oznaczać życie, będące pasmem porażek i rozczarowań.

Czytanie można traktować jako sposób na ucieczkę, ale także na poznawanie bezsensu świata, stąd, jak mniemam, ta obdukcja. Krytyczne dziecko ma może jeszcze wiarę i nadzieję, ale także ono z wiekiem utraci mowę, czyli zdolność do radości i przekazywania swych uczuć.

Świat wiruje wokół mnie, kołysze mnie noc, symbole nadchodzących Świąt wprawiają moją psychę w dręczące drgania, chciałabym utonąć w morzu zgniłych liści. Chodzę do pracy, aczkolwiek przenikają mnie nieustannie gorące igły bólu. Niekiedy lękam się, że zaraziłam się czymś od Alix. Ale czy można zainfekować się od plastiku? Albo to fatalne skutki wcześniejszych zaszłości? Lekarz poradził mi zbadanie krtani kamerką, na razie się tego boję. Może im szybciej stanę się szkieletem, jak te kościane wiewiórki, tym będzie lepiej.

Wiatr od samotnych gwiazd

Apostrofa do nocy

Władysław Sebyła

O, nocy, daj mi sen i wyzwól mnie od snów,
którymi jawa darzy.
Niech ciemny wiatr, wiejący od samotnych gwiazd
maskę mi zetrze z twarzy,
niech chłodny mrok okryje moje oczy
zmętniałe od patrzenia,
a uszom krwi pozostaw szum
podobny
do morskich w muszli fal szumienia.

I zdejm ucisk ze sztywnych rąk i nóg,
z uwiędłej skóry,
i oczyść język mój z gorzkiego kurzu dróg
wiodących w martwe góry.

O, nocy, wyzwól mnie od złych
warczących w wietrze skrzydeł,
od młyńskich kół i od krwawiących szprych
i od diabelskich sideł.

A pozwól szumieć płowym morzom zbóż
dymiącym pyłem
i mrocznym wałom przewalać się wzdłuż
piaszczystych łach przez wodorosty zgniłe,
i patynować wierzchy fal rudością zorzy,
póki błękitna przepaść twa się nie otworzy
nad światem… i nad snem…
nade mną…

Kora idzie na egzekucję

karabiny maszynowe wieże i fabryczne zegary

Charles Bukowski

czuję się okpiony przez cymbałów
jak gdyby życie było własnością
małych ludzi
z ich szczęściem i startem życiowym,
siedzę w zimnie
i zastanawiam się nad fioletowymi kwiatkami
przy płocie
podczas gdy inni
odkładają złoto
czyszczą cadillaki
oprowadzają swoje damy,
myślę o liściach palmy
kamieniach
nagrobnych
i dobrodziejstwie
snu jak kokon;
nie chciałbym
być jaszczurką
nie chciałbym
prażyć się w słońcu
ale to chyba lepsze
niż być stworzonym na
Ludzki rozmiar i Ludzkie życie
kiedy nie chce się
karabinów maszynowych, wież
i zegarów fabrycznych,
kiedy nie chce się myjni samochodowej
wyrywania zęba
zegarka, spinek do koszuli
radia walkie-talkie
pęsety i waty
szafki w łazience pełnej butelek z jodyną,
kiedy nie chce się przyjęć urodzinowych
trawników przed domem
toastów przy stole,
nowych butów, prezentów na gwiazdkę
ubezpieczenia na życie, „Newsweeka”
162 meczów baseballa
wakacji na Bermudach.
nie chce się nie chce się
sądzę że fioletowe kwiatki
mają lepiej ode mnie
jaszczurka ma lepiej
ciemnozielony wąż
zawsze zielona trawa
drzewa ptaki,
koty śpiące w maślanym
słońcu mają
lepiej niż
ja, wkładam teraz ten stary płaszcz
szukam w kieszeni papierosów
kluczyków do samochodu
prawa jazdy,
wychodzę
idę po chodniku
jak idzie się na egzekucję
idę na egzekucję
pewnie że tak,
idę na śmierć
jadę ku niej
70 mil na godzinę,
pędzę
klnę
strzepuję popiół
śmiertelny popiół każdej
śmiertelnej rzeczy
która płonie,
gąsienica zna mniej
okropności
armie mrówek są
odważniejsze
pocałunek węża
mniej żarłoczny,
chcę tylko aby niebo
paliło mnie mocniej
aby wypaliło mnie do końca
aby słońce wschodziło
o 6 rano
i zachodziło po północy
jak pijane zawsze otwarte drzwi,
jadę ku słońcu
nie chcę go
ale dostaję je dostaję je
widzę kota jak
przeciąga się ziewa
i przewraca się na bok
by śnić nowy sen.

Przełożył Piotr Madej

Płacz z samego dna losu

Samotność

Bolesław Leśmian

Wiatr wie jak trzeba nacichać…
Za oknem – mrok się kołysze.
Nie widać świata, nie słychać,
Lecz ja coś widzę i słyszę…

Ktoś z płaczem ku mnie z dna losu
Bezradną wyciąga rękę!
Nie znam obcego mi głosu,
Ale znam dobrze tę mękę!

Zaklina, błaga i woła,
Więc w mrok wybiegam na drogę
I nic nie widząc dokoła,
Zrozumieć siebie nie mogę!

W brzozie mgła sępi się wiotka.
Sen pusty!… Wracam do domu…
Nie! Nikt się z nikim nie spotka!
Nikt nie pomoże nikomu!