Droga jest długa i mroczna

Latarnia

Enzo Ricchi

Czy widzieliście człowieka z latarnią w ręku?
bardzo was proszę, powiedzcie:
nie przechodził tędy nikt z latarnią w ręku?
I nikt nie wie gdzie go mogę znaleźć?
Pomóżcie mi, błagam.
Droga jest długa i mroczna,
ścieżki się rozchodzą, przecinają,
mgła wszystko zaciera.
Nie słychać śpiewu ptaków
ani szumu drzew.
Potrzebuję trochę światła
żeby coś zobaczyć.
No tak, zgubiłem się
i nie wiem gdzie jestem.
Hej!
Czy nikt mi nie powie gdzie jestem?
Dokąd się idzie w tę stronę?
A w tamtą?
Zapomniałem nawet skąd przychodzę.
Gdzieście się wszyscy poukrywali?
Strasznie długo już idę
i jestem zmęczony.
Położę się
wcześniej czy później ktoś tędy przejdzie.

Przełożył Aleksander Sambor

Komentarz do wiersza Mandelsztama

Do Magnolia: odpowiem Ci w tym miejscu, żeby tekst był bardziej widoczny. Mąci mi umysł znużenie, nie mam sił na interpretowanie, tym niemniej podejmę taką próbę, skoro tego oczekujesz.

Rzeczywiście ten wiersz Mandelsztama można rozumieć na wiele sposobów. Najbardziej oczywista jest interpretacja historyczna. Twórczość poety rozpada się na dwie odrębne fazy, przedzielone czteroletnim okresem milczenia (1926-1930). Jak pisze najwybitniejszy zapewne polski znawca tematu, Ryszard Przybylski, w pierwszym okresie poeta „pokazuje człowieka jako gospodarza świata-domu urządzonego z sensem i miłością”, natomiast „ten humanistyczny porządek kosmosu znika zupełnie z trzech następnych tomów poezji, w których „świat stał się potworny i okrutny”.

W 1930 roku reżim stalinowski stawał się coraz bardziej brutalny. Ludzie trafiali do łagrów albo w ręce kata. Każda noc mogła przynieść aresztowanie. Inny wiersz Mandelsztama z grudnia 1930 roku, „Leningrad”, kończy się następująco:

Przy kuchennych drzwiach czuwam i wali mnie w skroń
Dzwonek z mięsem wyrwany i nagły jak grom,

Czekam gości noc w noc, gryząc wargi do krwi
I kołysząc kajdany łańcuszków u drzwi.

Poeta lękał się nadejścia siepaczy z GPU. Wiersz należy więc rozumieć jako opis wszechogarniającego lęku. Tylko całkowite milczenie mogło przynieść ratunek:

Nie mów nikomu – zataj
To, coś widział i wiesz:
Ptaka, staruchę, kraty
i wszystko inne też…

Bowiem jedno nieostrożne słowo mogło wtrącić do więzienia lub sprowadzić wyrok śmierci.

Należy zauważyć, że „starucha” i „kraty’ mają znaczenie mroczne, negatywne. Należy więc milczeć, zwłaszcza o reżimie i represjach. Mowa oznacza trwogę. Nawet, jeśli nikt nie doniesie, pozostanie dławiący strach. Także błahostka, jak wspomnienia z dzieciństwa, w którym nie było Stalina, może wtrącić do lochów Łubianki.

Ale ja często zamieszam takie wiersze, które w pewnym aspekcie mnie opisują. Dla mnie jest to także uniwersalny, ponadczasowy opis lęku. Lęku, który generuje neurotyczna osobowość, ale także wydarzenia z przeszłości, niekiedy mało ważne, jak „dziecinny piórnik”, lecz także zaszłości tragiczne, paraliżujące, które kreują lęk, potężny zwłaszcza nad ranem. Wypowiedziane nieostrożnie słowo przywołuje koszmary:

Powiesz choć słowo jeszcze -
A już w porannych snach
Płytkim, iglastym dreszczem
przeszyje ciebie strach.

Lepiej więc milczeć, nie pamiętać. Rzeczy, które nie zostały nazwane, być może nie istnieją.

Ulegam nieustannej destrukcji, niszczą mnie tragedie z przeszłości, których nie potrafię zapomnieć ani uśpić. Wracają, jak zmory o świcie. Do tego rozpalają ból zwykłe lęki przed codziennym życiem i tym, co jeszcze może się stać. Stany lękowe wciągają mnie na samo dno. Jestem u rodziców, nie mam odwagi wrócić do siebie. Może się opanuję, jeśli nie, będę musiała zafundować sobie sesję. Po tym, jak domina wysmaga mnie aż do krwi, będę przez kilka tygodni spokojna.

A Ty masz swoje wyjaśnienie sensu wiersza?

Strach przeszyje cię dreszczem

***

Osip Mandelsztam

Nie mów nikomu – zataj
To, coś widział i wiesz:
Ptaka, staruchę, kraty
i wszystko inne też…

Powiesz choć słowo jeszcze -
A już w porannych snach
Płytkim, iglastym dreszczem
przeszyje ciebie strach.

Wspomnisz dziecinny piórnik,
Os leśnych letnią barć,
Albo jagody, których
Do ust nie chciałeś brać.

Październik 1930, Tyflis

Przełożył Stanisław Barańczak

Zostaje tylko pustka

A potem

Federico García Lorca

Labirynty,
które wznosi czas,
rozsypują się.

(Zostaje tylko
pustka).

Serce,
źródło pragnień,
rozsypuje się.

(Zostaje tylko
pustka.)

Ułuda tęczy
i pocałunków
rozwiewa się.

Zostaje tylko
pustka.
Falująca
pustka.

Przełożył Jacek Lyszczyna

Wszystko się rozpuszcza

0,188

Charles Bukowski

rozpuszcza się, wszystko się rozpuszcza: ci, co wydawali
nam się wielcy, tacy wyjątkowi – rozpuszczają się;
nawet kot
idący po dywanie rozwiewa się w
kłąb dymu;
państwa prują się w szwach
i z dnia na dzień stają się
potęgami dziesiątej rangi;
ktoś, kto miał średnią trafień 0,330 nagle nie widzi
piłki i ma już tylko 0,188,
siedzi na ławce, odsunięty
i rozmyśla nad
resztą swojego życia;
mistrza wagi ciężkiej nokautuje fuks
któremu dawano 1 szansę na 40;
rozpuszcza się, wszystko się rozpuszcza -
kochankowie odchodzą, a
stare auta nawalają
na autostradzie w godzinach szczytu;
patrzę na swoje zdjęcie
i myślę
kim jest ten
niezgrabny
głupi
staruch?
rozpuszcza się – po nocach gromów i
głodu
nastał
spokój;
na półce biblioteczki
szukam
mostka od dentysty;
i w ogóle nie przychodzi mi do głowy
czym zakończyć
ten wiersz;
niektórym ludziom
jeszcze przed śmiercią
udaje się zobaczyć
własne
widmo.

Przełożył Michał Kłobukowski

Krawaty jak stryczki

Rak

Jan Těsnohlídek

wszystkie te piękne
nowe domy
ambitna
architektura współczesna
to nic jak tylko strupy na skórze chorego ciała

tego
się nie wyleczy
z tym
już nic się nie da zrobić -

wcześniej chyba
za każdymi drzwiami było miejsce
dokąd iść
dokąd uciec
albo chociaż się schować ale

coś się zmieniło
coś
gnije i śmierdzi

zmęczeni ludzie
rozdeptują gówna na ulicach tego miasta

to miasto
trzymają w kupie długi
to miasto
trzymają w kupie antydepresanty

krawaty jak stryczki
samochody jak trumny
tramwaje jak komory gazowe
przeszklone biurowce jak

odkryte masowe groby – -

ludzie na ulicach otwierają i zamykają usta
jakby mówili ale
nie mówią nic

przejedzeni i puści
puści i przejedzeni
mijają się

Przełożyła z języka czeskiego Zofia Bałdyga

Zatrute, zgniłe tchnienie

Lilia

Stanisław Korab-Brzozowski

Ziejąc zatrute, zgniłe tchnienie,
Stęchłych wód tonie ołowiane
Leżą, bezwładnie odrętwione,
Wsłuchane w własne swe milczenie.

Patrząc na wód tych czarne tonie,
Białością swoją przerażona,
Chłonąc wyziewy ich zatrute,
Lilia omdlałe schyla skronie.

***

Kora mówi: Zapachy sierpniowego pociągu, trapiące Magnolię, wzbudziły we mnie pewne skojarzenia, dlatego postanowiłam, wstawić ten wiersz znakomitego poety-samobójcy. Ja też jestem czysta i delikatna jak lilia (cóż, może nie do końca) i muszę tkwić w cuchnącym bagnie materii. Przerażona swą delikatnością, mam chęć dziewczęco zemdleć (ale nie mogę ,zaraz przyjdzie jakiś osobnik i będzie mnie ratował metodą usta-usta, a fu). Uważam, że pośmiertnie Stanisław Korab powinien dostać Nobla.

Tym szybciej umrzesz

Elegia dla niewyskrobanej dziewczynki

Milena Rytelewska

Przepraszam Cię, nie chciałam, nie zdążyłam, przegapiłam,
nie wyskrobałam, więc oczka zmruż i główkę złóż, jeśli
nie uśniesz, dam Ci tabletkę, albo zaparzę ziółka
(najlepsza jest melisa z miodem).

Przepraszam Cię. nie chciałam. pomyliłam się, zgubiłam
zapomniałam. więc przyjdzie niebo bardzo ciemną
nocą, i przyjdą kotki dwa, kotki trzy, kotków trzy,
kotków trzynaście.

Przepraszam Cię nie chciałam. stchórzyłam, uciekłam.
Urodziłam. więc kupię Ci misia pluszowego,
szaroburego.

Przepraszam Cię. nie chciałam. lecz nie martw się, to
nie potrwa długo. jakoś przeżyjesz to ż y c ie – tylko
pamiętaj – myśl pozytywnie i jedz dużo warzyw.
I mleko pij – to szybciej urośniesz (im szybciej
urośniesz, tym szybciej umrzesz). więc
uśmiechnij się, opowiem ci bajeczkę
(„O Śpiącej Królewnie po Siedmiu
Skrobankach”).

Przepraszam Cię, nie chciałam. cię. ty moja
córeczko, dziewczynko z dziewczynki
niewyskrobanej i chłopca niewyskrobanego. ty
moje nic. z niczego.

***

Komentarz Kornelii: Blog zasadniczo jest zamknięty, zamieszczam wiersze tylko sporadycznie, gdy mnie smutek dławi bardziej niż zwykle, albo gdy mam taki kaprys. Unikam publikowania utworów współczesnych polskich poetów, których jest nieprzeliczona ilość, Tym razem uczynię wyjątek. Tomik wierszy Mileny Rytelewskiej spodobał się mojej internetowej koleżance, Magnolii, a i mnie nieco zaciekawił z uwagi na tytuł – niekiedy żałuję, że mnie nie wyskrobano. Magnolia z poświęceniem, drżącymi rękami (wczesny Parkinson?) sfotografowała strony swoim nowoczesnym sprzętem telekomunikacyjnym, doceniam włożony trud i przynajmniej jeden utwór poetki u mnie zaistnieje.

Mam nadzieję, że twórczyni swojego wiersza tu nie odkryje, a jak znajdzie, to nie będzie się sierdzić, jak pewien gburowaty tłumacz z prowincji. W końcu kupiłabym tę książeczkę, ale nie ma jej w sprzedaży. Jestem zresztą zdania, że dobrych utworów nie powinno się trzymać pod korcem.
Cóż, wiersze może nie są lsniącymi diamentami na szyi „pięknej Kalijopy”, ale wyróżniają się znaczną ekspresją, emanują turpizmem, który znajduje moje uznaje. Twórczość Mileny Rytelewskiej, to, jak mniemam, rozpaczliwy bunt przeciw przemijaniu, chorobom, całemu absurdowi istnienia. I gorzka, szukająca groteski skarga na kobiecy los – niewiasty eksploatowane erotycznie, krzywdzone, cierpiące w roli rodzących w bólach inkubatorów, do tego jeszcze muszą zmywać dla swych ‚partnerów”. Cóż, makabra.

O ile potrafię sięgnąć pamięcią, zamierzałam prowadzić blog feministyczno-seksualny, ale wkrótce zrezygnowałam, to przecież protest banalny i jałowy. Nowoczesna kobieta, taka jak ja (przynajmniej zewnętrznie), może przecież sterować życiem w taki sposób, aby uniknąć rozkoszy macierzyństwa, toksycznych relacji, aberracyjnych erotycznych wygibasów i zmywania przynajmniej cudzych talerzy.
Ale niektóre wiersze z tego tomiku są świetne. Artystka przeprasza córkę, za to, że obdarzyła ją istnieniem (nie każdy rodzic zdobędzie się na to). Stara się wynagrodzić to matczynymi staraniami – gotowa jest nawet śpiewać oryginalne kołysanki i parzyć ziółka, kupić zabawkę. (Miś jako zadośćuczynienie za istnienie – prymuśne)

W utworze możemy znaleźć konsolację:

lecz nie martw się, to
nie potrwa długo. jakoś przeżyjesz to ż y c ie

Słowa o pozytywnym myśleniu mają, moim zdaniem, sens ironiczny.

Cóż, dzieci powinny być wdzięczne rodzicom za dar życia, aczkolwiek nie jestem pewna, czy jest za co. Kwestia nie jest jednoznaczna. Abortowane dzieci nie posmakowały życia, nie mogą więc wiedzieć, jakich „rozkoszy” uniknęły. Zapewne więc, jak już się wykreowało, nie powinno się abortować, żeby dać tym nowym niewolnikom istnienia i materii możliwość poznania i wyboru. Zresztą, zda mi się, że większość ludzi sprawia wrażenie zadowolonych ze swej egzystencji i „wygląda, jakby nikt się nie przejmował”, jak pisze Bukowski.

Tylko takie psychopokrzywione osobowości jak ja, nie mogą jakoś się zachwycić.

Ale zawsze możemy sobie powtarzać:

lecz nie martw się, to
nie potrwa długo. jakoś przeżyjesz to ż y c ie

To nie potrwa długo.

Alarm dziecięcego strachu

****

Marie Šťastná

Cztery stopnie przed progiem
są jakieś miny przeciwpiechotne
Dzisiaj też dotykam dwoma palcami
dwóch płytek pośrodku
jakbym wyłączała alarm dziecięcego strachu

Matka zaklina przestrzeń mieszkania

Czarne
białe
czarne
białe
czarne
nie kapie
bóg z tobą

Przełożyła z języka czeskiego Zofia Bałdyga

Ramiona spłyną krwią

***

Osip Mandelsztam

Twoje wąskie ramiona spłyną krwią pod biczami,
Spłyną krwią pod biczami, ugną się pod jukami.

Twoje dłonie dziecinne będą płonąć od mrozu,
Będą płonąć od mrozu, od wiązania powrozów.

Twoje stopy wrażliwe będą szkło deptać boso,
Będą szkło deptać boso, zwilżać piach krwawą rosą.

Mogę dla ciebie tylko czarną świeczką zapłonąć,
Czarną świeczką zapłonąć, nawet modlitw się bojąc.

1934

Z „Zeszytów Woroneskich”

Przełożył Stanisław Barańczak